Nutki ;'D

11 czerwca 2017

Wracam!11!1!!

Przepraszam za długą nieobecność. Jest to spowodowane prywatnymi sprawami. Jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda to proszę się spodziewać rozdziałów od wakacji. Pozdro morświnki! <3

~Sophie

3 marca 2017

Rozdział 30~ Nieco dłuższyyyy

Po skończonej kąpieli opatuliłam białym ręcznikiem swoje nagie ciało, a potem zabrałam do rąk drugi i zrobiłam z niego turban na włosach. Trochę długo mi to zajęło przez długość włosów. Popatrzyłam chwilkę w lustro... Ach! Zapomniałam zdjąć soczewek! Zdjęłam turban. Pochyliłam się w stronę lustra i środkowym palcem zaczęłam ściągać błękitną soczewkę z lewego oka. Udało się bez problemu. Zaczęłam zdejmować drugą, ale... spojrzałam na swoje włosy i zauważyłam... ogromne odrosty. Westchnęłam z rezygnacją. Bardziej się pochyliłam, tylko tym razem przechyliłam głowę trochę w dół i dłońmi zaczęłam dokładniej badać okolice przedziałku włosów, przy którym było widać odrosty. Lecz przypomniałam sobie, że nie zdjęłam drugiej soczewki. Przechyliłam głowę do góry, by dokończyć zdejmowanie "kamuflażu oka". I wtedy jak na zawołanie soczewka wypadła z oka i wpadła do środka umywalki. 
-... - patrzyłam się w osłupieniu na umywalkę. Chwilę potem przybrałam bojową postawę i groźny wyraz twarzy, a następnie rzuciłam się na umywalkę próbując odebrać rzecz. - NIC Z TEGO! NIE UDA CI SIĘ MNIE POKONAĆ! - zaczęłam wrzeszczeć i szarpać umywalką. Próbowałam, lecz poległam. Wypuściłam powietrze. Zdenerwowałam się! Złapałam się za głowę i zaczęłam nerwowo przechadzać się po łazience w nadziei, iż coś wymyślę. Za parę godzin impreza, a ja mam odrosty i brakuje mi jednej soczewki. Nie mam zapasowych! I co teraz mam zrobić?! Chwyciłam telefon i wybrałam numer do Rozalii. Odebrała po 3 sygnałach.
- Hal... - nie dokończyła po przerwałam jej swoim monologiem.
- Roza, nie mogę nic wymyślić! Pomóż! Po prysznicu mam okropne odrosty! Widać je na pierwszy rzut oka! Są ogromne! Widać moje oczy! Prawdziwe! Soczewki wpadły mi do umywalki! Nie ma dla niej ratunku! I... - wtedy wykonałam gwałtowny ruch, przez co kabel od ładowarki, który był przypięty do telefonu zahaczył o suszarkę, która z trzaskiem spadła na ziemię. - ...I rozjebałam suszarkę... Pomóż!
- Zaraz będę! - rozłączyła się. Usiadłam na oparciu jeszcze mokrej wanny. Schowałam twarz w dłonie. Po (jak dla mnie) długim czasie Rozalia pojawiła się. Zapukała do drzwi łazienki. Podeszłam i otworzyłam. Szybko ją przepuściłam, a potem szybko zatrzasnęłam drzwi słysząc krzyki chłopaków i odgłosy kroków na schodach.
- Spoko! To Roza! - krzyknęłam najgłośniej jak umiałam, na co reszta towarzystwa westchnęła i zawróciła na dół do swoich nie znanych mi zajęć. Odwróciłam się do dziewczyny, która była zajęta podpinaniem swojej suszarki do prądu. Potem zaczęła grzebać w przyniesionej przez siebie torbie. Wyjęła jakąś farbę do włosów. Podała mi ją. Nie patrzyłam na kolor. Wszystko jedno byle bym nie miała odrostów! Z powrotem oddałam dziewczynie opakowanie. Ona dziwnie na mnie spojrzała.
- Nie miałam czasu, by pojawić się w sklepie, ale lepsze to niż odrosty! Wzięłam co miałam!
- Ale ja ci to oddaje byś zaczęła farbowanie, a nie dlatego że nie chcę pomocy od ciebie - uśmiechnęłam się łagodnie do białowłosej. Ona jednak dalej patrzyła na mnie zdziwiona.
- Ale nawet na nią nie spojrzałaś... - patrzyła się to na mnie to na farbę.
- Sama mówiłaś, że lepsze to niż odrosty, a ja będę mieć niespodziankę! - powiedziałam nerwowo. Rozalia tylko wzruszyła ramionami i zabrała się do pracy. Po około 50 minutach włosy były gotowe. Usiadłam przed lustrem w ręczniku na głowie. Zamknęłam oczy, kiedy Roza zaczęła mi go ściągać. Jak już mówiłam.. Niespodzianka najważniejsza! Poczułam jak gęste fale włosów opadają mi na ramiona, a następnie na plecy. Otworzyłam oczy... i zamarłam. Podobnie jak złotooka. Nagle zaczęła głośno piszczeć.

Znalezione obrazy dla zapytania zajebiste różowe włosy bez grzywki
              (Włosy są trochę dłuższe, cnie)

- Jeju! Ale ty ślicznie wyglądasz! - spojrzałam w lustro... Miałam RÓŻOWE włosy! Szybko spięłam je w wysokiego kucyka. Od razu po imprezie zmieniam kolor. OD RAZU! Nie zamierzam tak paradować po szkole. To zdecydowanie nie mój kolor. Przejechałam dłonią po moich włosach.
- Rozuś?
- Hum? - zapytała opanowując się.
- Czy... korzystając z okazji... mogłabyś trochę ściąć mi włosy? - zapytałam wahając się.
- Zwariowałaś?! Wiesz, że takie włosy strasznie długo się zapuszcza?! - #wywódmax
- Ale tylko trochę..! - widać było po jej twarzy, że dalej nie jest pewna - Jak ty tego nie zrobisz to ja sama to zrobię.
- No ok! - wzięła nożyczki leżące w szufladzie pod umywalką. Dokładne obcinanie zajęło jej 7 minut. Obcięła mi 8 centymetrów. Tak jak ją prosiłam.
- 240 $ się należy - wyciągnęła rękę po odbiór zapłaty. Zaśmiałam się głośno. Po chwili dziewczyna do mnie dołączyła. Potem dziewczyna zrobiła mi no... dosyć ostry makijaż. Wybrałam jakąś kieckę, niestety... jak miałam różowe włosy niezbyt pasowała. Rozalia pogrzebała w mojej szafie aż znalazła piękną sukienkę. Była czarna, rozkloszowana od tali, sięgająca połowy ud. W pasie miała mały czarny pasek z kokardką. Do tego czarne buty na wysokim obcasie z przeplatanymi wstążkami.

  Znalezione obrazy dla zapytania piękna czarna sukienka

Podobny obraz

Podobny obraz

Potem zajęłam się Rozalią. Zrobiłam jej nieco delikatniejszy makijaż od mojego. Ubrała się w swoją już przyniesioną koronkową, czarną sukienkę oraz czarne buty na wysokim koturnie. Włosy spięła w wysokiego, dużego koka.

Podobny obraz
      (Chyba każdy wie, że to nie białe włosy..)

Znalezione obrazy dla zapytania czarna sukienka

Podobny obraz

Znalezione obrazy dla zapytania ostry makijaż na imprezę czarne usta
Każda z nas założyła do tego jeszcze biżuterie i inne dodatki. Ja założyłam naszyjnik z którym nigdy się nie rozstaje oraz błyszczącą biało-srebrną opaskę.

Znalezione obrazy dla zapytania naszyjnik srebrny z nutą

Znalezione obrazy dla zapytania ozdoba na głowę opaska

Rozalia założyła za to złote bransoletki oraz złote kolczyki.

Znalezione obrazy dla zapytania złote bransoletki

Znalezione obrazy dla zapytania złote kolczyki

Praktycznie gotowe zeszłyśmy na dół gdzie zastałyśmy chłopaków oglądających wyścigi monster trucków. Posprawdzałyśmy z Rozalią czy wszystkie przekąski i piwa były w dobrym miejscu. Na szczęście blat w kuchni był na tyle duży, że pomieścił to wszystko. Do tej pory ci drągale nawet na nas nie spojrzeli.
- Chłopcy! - zapiszczała Roza - jak wyglądamy?
- Extra.. - powiedział mało entuzjastycznie Armin.
- Cool.. - Kastiel także nie wyrażał zbytnio emocji.
- Megaaaaa - przeciągnął Wojtek również znudzonym tonem. Żeby nie było! Nie to, że się źle wystroiłyśmy, ale... to oni nawet nie rzucili na nas okiem. Rozalia fuknęła coś pod nosem zakładając ręce na piersi, za to ja zmarszczyłam brwi, a ręce założyłam na biodra. Spojrzałam na zegarek wiszący w salonie. Do przyjścia gości została jeszcze godzina! Jeszcze godzina! Ale nudaaa! W międzyczasie zdążyłam otworzyć bramę, by goście mogli wchodzić o różnych godzinach, starłam 2 razy szminkę przez jedzenie jabłka i kanapki z serem. Posmarowałam się tą samą szminką co poprzednio. Chłopcy nadal wgapiali się w tiry przeskakujące inne samochody i ciężarówki. Pociągnęłam znudzoną Rozalię za rękę i zajęłyśmy się montowaniem sprzętu DJ - owskiego. parę minut przed 17 pojawił się Alexy, który mocno wyściskał i mnie i Rozę, pochwalił nasz wygląd, i pomógł nam w montowaniu. Po jakimś czasie wszyscy goście przyszli.

O około 19 impreza już się rozkręciła. Poznałam już masę nowych osób i chyba mam dość. Przywitałam się już z prawie całą klasą. Jeszcze pięć minut temu gadałam z Leo, ale razem z Rozalią jak stoją nawaleni obok siebie... to obojgu w głowach świeci zboczona myśli, i ani chwili nie marnują by czegoś nie zdziałać. Każdy chwalił mój wygląd. Dziękowałam i chwilę gadałam z praktycznie każdym. Zniknęło już 1/8 piwa! Szybcy są... Nie spotkałam Lysandra, z czego jestem naprawdę zadowolona! Przed chwila skończyłam rozmowę  z Max'em, Dominic'iem, Dave'm i Charlie'm. Miałam się udać do toalety, ale znowu na kogoś wpadłam. Była to wysoka dziewczyna. Miała nieco ciemniejszą karnację. Na lewej ręce miała tatuaż z henny. Ubrana w czarne leginsy, niebieską, luźną bluzkę oraz wysokie, szare buty. Pomogła mi wstać. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.
- Hej, jestem Harugoran! Gospodyni imprezy! - krzyknęłam, by spróbować jakoś do niej dotrzeć, a przy tak głośnych dźwiękach (nie od Rozy i Leo) muzyki... no cóż... nie ma za bardzo warunków do rozmów.
- Siemasz! Pryia jestem! - uścisnęłyśmy sobie dłonie.
- Chodzisz do naszego liceum? Wiesz.. raki różowy budyneczek w centrum miasta.
- Tak, wiem jaki - zaśmiała się dziewczyna. - owszem uczęszczam tam, ale możesz mnie nie kojarzyć bo jestem w starszej klasie.
- Pełnoletnia? - spytałam uśmiechając się chytrze
- No raczej! - zaśmiałyśmy się. Pogadałyśmy jeszcze chwilę, dopóki ktoś nie pociągnął mnie za ramię w stronę sceny. Stali na niej Kastiel, Wojtek i Alexy. Osobą ciągnącą mnie w ich kierunku był Armin. Popatrzyłam pytająco na niego. Ten się tylko uśmiechnął. Nie kumam. Chwilę postaliśmy, dopóki Alexy nie przypomniał sobie o zostawieniu włączonej muzyki, która nie umożliwiła mu zaczęcia wypowiedzi.
- Moi drodzy! Jako iż jest to impreza tej panienki - wskazał na mnie obiema rękami na co usłyszałam głośne brawa i gwizdy. Uśmiechnęłam się szeroko w stronę gości. Niektórzy dziwnie na mnie popatrzyli. Zapewne przez włosy. Nadal są różowe... - ... to chcielibyśmy wykonać jeden utwór, specjalnie dla was! Nie było to łatwe, a nie każdy z nas umie śpiewać, więc proszę o wyrozumiałość! W razie czego skargi o ogłuchnięciu zgłaszać do pomysłodawcy, o jest Kastiela! - czerwonowłosy spojrzał złowrogo na rozpromienionego Alexy'ego, który nawet tego nie zauważył. - Zaczynajmy!
Alexy każdemu z nas rozdał po mikrofonie,a potem odszedł by zająć swoje miejsce. Nie miałam pojęcia co mam zaśpiewać, toteż poklepałam Kas'a w ramię. Odwrócił się do mnie pytająco.
- O co chodzi świnko Piggy? - szelmowsko się uśmiechnął.
- Spadaj od moich włosów, lepiej byś na swoje czasem zwrócił uwagę - wywróciłam oczami - chciałam się spytać o jaką piosenkę chodzi, ja nawet nie wiem czy znam tekst...!
- Can't hold us - odpowiedział krótko na co poczułam jak mi się zaświeciły oczy!
- Ty słuchasz takich... - nie dał dokończyć
- Zamknij się..! - nie dał się sprowokować i szybko odszedł w głąb sceny. Poszłam za nim. Alexy z szerokim uśmiechem ustawił mnie pośrodku. Dzięki... On włączył melodię, a następnie zaczął wykonywać przypisaną mu rolę. Zaczął mówić...
  

Każdy coś z siebie dał. Ten najszybszy teks wziął na siebie Wojtek. Kastiel posługiwał się głębszym i niższym głosem niż zazwyczaj. Armin robił za chórek, a Alexy robił bity... za pomocą ust! On to umie! Szacun! Cały tłum tańczył... ogółem wszyscy świetnie się bawili, łącznie ze mną. Nagle w oddali zobaczyłam białą czuprynę, która podpierała ścianę patrząc wprost na mnie. Lys... Występ zakończył się, a my zeszliśmy ze sceny. Potem do innych piosenek wybranych przez Alexy'ego każdy porywał się w szybkie tańce. Piwo znikało coraz szybciej. Postawiłam na blacie wódkę. Im więcej osób zajmie się wódką, tym wolniej skończy się piwo! Nie? Wzięłam piwo do lewej ręki i przepychając się przez tłum szłam w kierunku kanapy. Usiadłam zaraz obok jakiegoś blondyna popijającego wódkę z colą. Najlepszy napój ever. Nie zwracał na niego uwagi. I to był błąd.
- Cześććććććć - wyszczerzył się blondyn. Spojrzałam na niego... ten uśmiech, te oczy...! Natychmiast wstałam! Zaczęłam iść w kierunku Kastiela, był zajęty rozmową z Max'em. Pomyślałam, że gdy do niego podejdę, Dake mnie zostawi w spokoju... Tak, Dake. Mój najbardziej nachalny adorator!Poznaliśmy na wakacjach 2 lata temu. Potrafił normalnie rozmawiać, śmiać się... i być ogółem całkiem spoko, aż... nie zaproponował mi odprowadzenia do hotelu. Zaciągnął mnie do jakiejś ciemnej uliczki, a potem... no... wiadomo... zgwałcił... To z nim był mój pierwszy raz. Pamiętam to doskonale. Nie był, ani wstawiony, ani najebany. Nic z tych rzeczy. Może ewentualnie... napalony? Chyba tak.

Podczas mojego rozmyślania Kastiel, tak samo jak i Max gdzieś przepadli. Nie mogłam znaleźć nikogo, wiec postanowiłam wrócić do siebie do pokoju i dopić moje zimne piwo, które nadal trzymałam w lewym ręku. O dziwo w swoim pokoju nikogo nie zastałam. Czemu o dziwo? Taka wielka impreza, że aż dziwne, że wszyscy się pomieścili na dole.

Dopiłam piwo i chwilę porozmyślałam zanim się uspokoiłam po spotkaniu po latach. Nie mam ochoty go widzieć, co chyba jest wystarczająco dobrze uzasadnione. Zeszłam na dół czując się dziwnie obserwowana. Nagle muzyka ucichła, a wszystkie światła zostały skierowane na scenę, na której ujrzałam Lysandra! Co on wyprawia?!
- Teraz wykonam piosenkę, co prawda nieco przerobiona, ale... o to w niej chodzi. By znaleźc w niej sens. Myślę, że osoba dla której to teraz zaśpiewam zrozumie. Mam nadzieję... - powiedział do mikrofonu patrząc się smutno na mnie. Podeszłam bliżej sceny, kiedy usłyszałm pierwsze nuty tej melodii.



(To wszystko śpiewa Lysiek!)

-Tłumaczenie-

Byłaś cieniem mojego blasku
Czy nas czułeś
Kolejny początek
Zaniknąłeś
Obawiam się, że cel jest poza zasięgiem wzroku
Chcę zobaczyć nas
Żywych
Gdzie teraz jesteś

Jest tak zimno, tutaj, w ciemności
Nie mam już nic, zabrałaś moje serce
Po prostu je łamiesz i łamiesz*
Nie martw się,jestem przyzwyczajony, złam mnie teraz
Przejęłaś całą kontrolę, a ja nie mogę zobaczyć
Staram się zebrać na odwagę, ale zabierasz to ode mnie
Chciałbym sprzedać swoją duszę jeśli tylko mógłbym to wszystko wiedzieć
Ale trzymałem klucz przez ten cały czas

Gdzie teraz jesteś
Atlantyda**
Pod wodą
Pod wodą
Gdzie teraz jesteś
Kolejny sen
Potwory szalejące dziko we mnie***
Jestem wygaszony

Jestem wygaszony
Zagubiłem się
Jestem wygaszony

Jestem wygaszony
Zagubiłem się
Jestem wygaszony

Gdy patrzę w gwiazdy i szepczę do księżyca
Myślę o ptakach śpiewających w słoneczne popołudnie
Zaczynałem czuć moc, to uderzyło we mnie jak burza
To jest z poza terenu, zabierz mnie tam, gdzie nie przynależę
Jestem śledzony, nie mogę się skupić
Trzymam to w twoim sercu, ale ono jest szeroko otwarte
Muszę sobie przyswoić, że tak ma być
Chcę od siebie czegoś, co jest czymś więcej niż ja!
Czy jestem jedyną osobą? Powiedz mi, że nie jestem sam
Powiedz mi to, co chcę usłyszeć, powiedz, że wracam do domu
Potem przyjdź i uderz mną o ziemię
Zakuj mnie w łańcuchy
Spraw że poczuję się nic niewarty więc boję się użyć mojego mózgu 
Czy kiedykolwiek zamierzam złamać to, co kiedyś czułem?
Teraz, gdy nie śpię, to nigdy nie wydawało się takie realne 
Przepaść ma wszystko,co mam najlepsze i nie mogę zobaczyć
I jestem zmęczony pustymi obietnicami których nigdy nie możesz dotrzymać
Słyszę ciszę mówiącą mi, żebym uciekł
Ale nie mogę zmusić się do walki lub kiedykolwiek zobaczyć dnia
Tak, jestem sam, ale wciąż mam serce
Pewnego dnia odnajdę siłę by oderwać twój świat od mojego

Gdzie teraz jesteś
Atlantyda
Pod wodą
Pod wodą
Gdzie teraz jesteś
Kolejny sen
Potwory szalejące dziko we mnie
Jestem wygaszony

Jestem wygaszony
Zagubiłem się
Jestem wygaszony

Jestem wygaszony
Zagubiłem się
Jestem wygaszony


Podczas całego występu patrzył na mnie dosadnie przepraszająco. Muszę przyznać, że... zrobiło mi się go żal. Piosenkę pięknie przerobił... specjalnie dla mnie! Na przeprosiny! Czasem bywa strasznie słodki, ale niestety częściej bywa wkurwiającym egoistą. Zszedł ze sceny, zaraz po tym pojawiły się gromki brawa. Chłopak szedł w moim kierunku, lecz... gratulujących nie było końca przez co chłopak został osaczony. Chciałam na niego zaczekać, ale czyjaś ręka mi to uniemożliwiła. Pociągnęła mnie do najbliższego pokoju i rzuciła na sofę. Był to pokój z gratami elektronicznymi. No, no. Spojrzałam na Dake... Uśmiechnął się zwycięsko, a potem przekręcił kluczyk w drzwiach... i je zamknął. Sam kluczyk schował do kieszeni swoich spodni. Zaczął się do mnie zbliżać z coraz szerszym uśmiechem, a ja już wiedziałam do czego chce zmierzać...

17 lutego 2017

Rozdział 29~

... obok Wojtka stał ochroniarz! Blondyn szybko coś tłumaczył bardzo dużo gestykulując. Natychmiast podeszłam do całego zamieszania, by pomóc chłopakowi. Wojtek zauważył mnie dopiero, kiedy podeszłam na tyle blisko afery. Położyłam dłoń na ramieniu szmaragdookiego. Dopiero wtedy zauważył mnie ten ochroniarz. Miał na sobie ciemnoniebieski mundur. Łysy z długą czarną brodą. Nieco otyły i wysoki. Dosyć... niecodzienny wygląd jak na te czasy. Zagadałam;
- Przepraszam, jakiś problem?
- Owszem - ochroniarz spojrzał na mnie spod byka - klienci zaczęli się skarżyć, że nie mają jak dostać się do sklepowych wózków, ponieważ jakiś gówniarz im to uniemożliwia! - znacząco spojrzał na Wojtka, na co ten odwrócił wzrok.
- Coś ty zrobił? - spytałam zakładając ręce na piersi i przybierając poważny wyraz twarzy. 
- Nie mogłem znaleźć kasy w spodniach... 
- To czemu nie pozwoliłeś brać wózków innym klientom? - ochroniarz spojrzał na nas z zaciekawieniem. Też chciał wiedzieć.
- B-bo się do niego przywiązałem... - wyznał jąkając się. Spojrzałam za niego rozbawiona i ledwo trzymając w sobie śmiech. Ochroniarz natychmiast wybuchł gromkim śmiechem. Ostatecznie cała sprawa skończyła się upomnieniem, a ochroniarz poszedł powiedzieć koledze z pracy o tej sytuacji. Z daleka słychać było ich głośny śmiech. Wsadziłam kasę do wózka i biorąc chłopaka pod ramię popchaliśmy wózek w kierunku rechoczącego Armina.
- Słyszałeś? - spytałam rozbawiona czarnowłosego. On tylko z szerokim uśmiechem pokiwał twierdząco głową. Blondyn z zażenowania zakrył oczy ręką podpartą na drugiej. Poszliśmy w kierunku działu z piwami i zapakowaliśmy nimi 1/4 wózka. Wojtek przejął obowiązek pchania ustrojstwa i razem z Arminem popchnęli wózki za moim dowództwem. Poszliśmy na dział z przekąskami. Każdy szybko zbierał produkty, widocznie nie tylko ja miałam dość tych zakupów. Ostatecznie musieliśmy tachtać jeszcze parę rzeczy w rękach, ponieważ wózki okazały się za małe... Łącznie zapłaciłam 1653 dolary. Zapakowaliśmy to wszystko w siatki, ale było ich tak dużo, że każdy musiał jeszcze się wracać, by wynieść je ze sklepu. I... pojawił się potem mały problem. Nie mieliśmy za bardzo środka transportu. Pieszo nie da rady, taksówka nie pomieści tego wszystkiego, a Vincenta odesłałam do rodziny na weekend, a ja nie zamierzam mu psuć wolnego. Chłopaki też nie mieli pomysłu. Po pięciu minutach kminienia, jak przewieźć to całe cholerstwo Armin powiedział;
- Załatwione! - krzyknął chowając swój telefon do kieszeni. 
- Ale co? - spytał Wojtek
- Transport załatwiony! - powiedział uradowany Armin wykpepując dłońmi jakąś wesołą melodię na swoich kolanach. Nie pytałam o szczegóły ważne jest to, że jest jak to wszystko przewieźć. Po 2 minutach przed sklepem zjawiły się cztery dosyć sporawe samochody. Każdy miał inną markę. Mercedes, BMW, Audi oraz Volkswagen. Każdy był czarny. Kolejno z każdego samochodu wyszedł kierowca. Wszyscy w podobnym czasie. Było to 4 mężczyzn. Podeszli do nas.
- Siema Armin! - przywitał się jeden. Wszyscy między sobą wymienili gest dłoni, a potem podeszli do mnie i do Wojtka prawdopodobnie się poprzedstawiać.
- Hej, jestem Charlie! - Charlie był wysokim blondynem o pięknych niebieskich oczach. 
- Max jestem! - Max był niskim czarnowłosym chłopakiem z ciemno zielonymi pasemkami w swoich śliczniusich kudłach.
- Elo! Nazywam się Dave! - Dave był średniego wzrostu chłopakiem z rudymi włosami oraz masą piegów na twarzy.
- Dominic. - Dominic był czarnoskórym chłopakiem z bardzo niskim głosem i szerokimi barkami.
Ogółem każdy z chłopaków był mega przystojny i miał w sobie coś... niesamowitego. Zaczęliśmy wsadzać zakupy do bagażnika każdego z samochodów. Staraliśmy się wszystko jak najbardziej upchać. Oprócz bagażników zapełniliśmy tylnie miejsca w 3 samochodach. Jeden miał pełny tylko bagażnik, jakby specjalnie wymyślone byśmy się wszyscy zmieścili. Pojechaliśmy z Dominiciem. Armin wsiadł na miejsce pasażera, a my z Wojtkiem powędrowaliśmy na tyły. Zaczęliśmy rozmowę na temat imprezy. Dużo się śmialiśmy. Polubiłam Dominica. Ma w sobie to "coś". Wszyscy wysiedliśmy z samochodów i zaczęliśmy przenosić zakupy do willi, co nie było takie proste. Kiedy otworzyłam drzwi, Kastiel na początku otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, ale potem jak w transie rzucił się by nam pomóc. Nic nie mówił. Pobiegł do bagażników i zaczął zbierać siaty. Skończyliśmy po jakiś 15 minutach. Oczywiście nie obyło się bez pęknięcia którejś z siat. Cała kuchnia była wypełniona prowiantem załatwionym na imprezę. Nagle przyszła mi pewna myśl.
- Chłopaki, chcecie wpaść na imprezę?
- No nie wiem, nie chcemy sprawić kłopotu...- powiedział zmieszany Dave, ale zaraz Max uderzył go łokciem w brzuch i z przeszerokim uśmiechem powiedział;
- Pewnie! Wpadniemy! - powiedział uśmiechnięty.
- Super! - naprawdę się ucieszyłam.
- To na którą mamy przyjść? - spytał Charlie.
- Zaczynamy o 17.. - powiedziałam z namysłem. 
- Oki! - powiedział wręcz uradowany propozycją Dominic. Potem chłopaki poprzedstawiali się Kastielowi, a następnie żegnając się z nami, wyszli. 
- Chłopcy - odwrócili głowy w moim kierunku - ja idę się wykąpać i... ogółem przygotować na bibę. Nie zdemolujcie mi mieszkania podczas mojej nieobecności.
- A mogę ci potowarzyszyć podczas kąpieli? - Kastiel dał znać o swoim istnieniu...!
- Nie - powiedziałam stanowczo
- To jak sobie umyjesz plecki? - nie dawał za wygraną.
- Radziłam sobie do tych czas, to tym bardziej i teraz dam radę - burknęłam po czym poszłam na piętro. Wyciągnęłam dwa ręczniki z szafy ze swojego pokoju i wolnym krokiem udałam się do łazienki. Zamknęłam drzwi toalety, a potem włączyłam muzykę w swoim telefonie. Nalałam wody, a następnie weszłam do wrzącej cieczy. Woda okazała się jednak zbyt gorąca. Wyskoczyłam z wanny z cichym piskiem. Strasznie gorąca! Odczekałam 3 minuty, i spróbowałam ponownie. Była w miarę dobra temperatura. Ułożyłam się wygodniej i zaczęłam rozmyślać.


16 lutego 2017

Ogłoszenieeee i przeprosińkiii!

Strasznie was przepraszam, że ostatnio nie dodawałam rozdziałów, ale moje życie prywatne trochę dało się we znaki. No i w końcu nadal mam szlaban. Rozdziały znowu zaczną się pojawiać w weekendy. Jutro napewno coś wrzucę ^^ Jeszcze raz bardzo przepraszam.

Baji~

1 lutego 2017

Rozdział 28~


[PERSPEKTYWA HARUGORAN]

Nie mam najmniejszego pomysłu co MOGŁABYM porobić przed tą imprą... w dodatku Z NIMI! Gdyby ci się nie pojawili to poszłabym się wykąpać i przebrać, no ale... jednak są. Em... nie wiem. Poszłam do kuchni, by... nie wiem co zrobić. Pogapiłam się chwilę na gruszki, a potem zawróciłam.
- Wiecie co... chyba pójdę po prowiant na imprę! Idziecie ze mną?
- Pewnie! - odpowiedzieli chórem Armin i Wojtek.
- Daj mi się chwilę zastanowić...! - Kastiel mruknął głośno przeciągając się na kanapie w salonie. Szybko poszliśmy do przedpokoju po buty i kurtki zostawiając Kasa na sofie. Założyliśmy ciuchy. Chłopakom kazałam wyjść na zewnątrz i oznajmiłam, żeby chwilę poczekali. Na paluszkach przeszłam przez pokój i cichaczem wlazłam do salonu. Kanapa jest odwrócona tyłem do drzwi od przedpokoju, dzięki czemu czerwona małpa mnie nie zauważyła. Byłam tuż za nim. On siedział chwilę w bezruchu, a następnie trochę bardziej się rozłożył. Leżał wyluzowany z zamkniętymi oczami. Wyłoniłam się zza sofy i przybliżyłam głowę. Szybko klasnęłam w dłonie tuż przed jego twarzą. Ten wstrząśnięty tak szybko się podniósł do siadu, że znajdował się dosłownie 2 milimetry przed moją twarzą. Patrzył na mnie zszokowany przez jakiś czas, ale potem się szatańsko uśmiechnął.
- No, hej...! - powiedziałam zawstydzona machając mu ręką jako "przywitanie".
- Heejjj... - przeciągnął dwie ostatnie litery wyrazu. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Czyli... jesteśmy sami?
- No... nie do końca. Kazałam chłopakom czekać przed domem, bo miałam po ciebie zawrócić, żebyś nam pomógł to ogarnąć. - wytłumaczyłam się. Od razu kiedy skończyłam mówić, czerwonowłosy uśmiechnął się uwodzicielko. Jego oczy zabłysły...

[PERSPEKTYWA KASTIELA]

Oślepił mnie blask jej osoby. Na początku oceniłem ją tylko z wyglądu, ale ile to razy byłem przy niej, tyle to razy przekonywałem się, że jednak jest wspaniałą osobą. Lysander w pewnym sensie skrzywdził ją tak samo, jak i mnie. Czy nasza przyjaźń ma się skończyć przez dziewczynę? Aczkolwiek, wspaniałą dziewczynę. Zacząłem patrzeć coraz bardziej intensywnie i na mój sposób pociągająco w stronę dziewczyny. Ona zażenowana odwróciła wzrok. Wstała, ale ja ją chwyciłem za nadgarstek prawej ręki, uniemożliwiając jej odejście dalej niż na wyciągnięcie mojej ręki. Patrzyła na mnie pytająco z jeszcze lekkimi rumieńcami. Gapiłem się na nią sam nie wiedząc czemu to zrobiłem. Spoglądała na mnie jeszcze bardziej wyczekująco, a ja po namyśle puściłem jej nadgarstek.
- To... idziesz z nami do sklepu? - zapytała po długiej chwili niezręcznej ciszy.
- Nie. Zostanę i poczekam na was... - mimo iż bardzo chciałem iść, to jednak chciałem sobie coś przemyśleć.
- Em, ok. To... pa! - powiedziała i wyszła. Będąc sam w domu, głośno wypuściłem powietrze, powodując tym odgłos świstu. Zdjąłem trampki, które założyłem jakieś 15 minut temu, a potem ułożyłem się z powrotem na kanapie. Ręce dałem pod głowę, prawą nogą zgiąłem lekko w kolanie, za to lewa noga zwisała z sofy. Chwilę później zacząłem nią machać do przodu i do tyłu, jakby chcąc uruchomić proces myślenia. Em... nie pamiętam co miałem zamiar przemyśleć! Czyżby uruchomił mi się syndrom Lysandra? Nieee... chociaż... nie! Nie mogę sobie przypomnieć, o czym miałem rozmyślać!

[PERSPEKTYWA ARMINA]

Szliśmy już od jakiś 10 minut. Między nami panowała dziwna i frustrująca cisza. To... tak trochę nie podobne do grupy nastolatków... Postanowiłem zacząć rozmowę.
- A co w ogóle mamy kupić? - jedyne co przyszło mi do głowy!
- Em, nie wiem! Na pewno alkohol, ale nie za dużo... - Wojtek jej na chwilę przerwał.
- A czy ty młoda damo masz ukończone 18 lat? - spytał udając głos jakieś maminki. Przybrał przy tym zawadiacki uśmiech.
- Eeee, nie? - spytała retorycznie posyłając mu delikatny uśmiech. On już chciał coś dodać, ale przeszkodziła mu - Ale ja już piłam alkohol! Nic mi nie będzie! Tylko upić się nie mogę, ale co do napicia... to mam prawo!
- No właśnie, chodzi o to, że go nie masz! - zaśmiał się blondyn. Doszliśmy pod sklep spożywczy. Był na nim parking pełen samochodów. Och! Będzie kolejka do kasy! Weszliśmy do środka. Wojtek pobiegł po wózek sklepowy. Z tylniej kieszeni spodni wyjął 50 centów, a następnie wsadził do "wnętrza wózka". Wrócił do nas nieco wolniejszym krokiem. Od razu po jego dotarciu przeszliśmy przez "popularne" bramki, które zwykle są w sklepach. Minęliśmy je... i nie za bardzo mieliśmy pomysł gdzie się najpierw udać.
- To... najpierw alko? - spytała niepewnie.
- No masz! - odpowiedziałem śmiejąc się szatańsko. Już dawno nie było jakiejś impry! Nie mogę się doczekać! Oby był jakiś wolny taniec! Tańczyć tego nie umiem, ale tam za dużo ruszać się chyba nie trzeba. Poszliśmy na dział z wszelkimi alkoholami.
- Wojtek - wódka, Armin - piwo! Ja biorę wino. Bierzcie tyle ile uznacie za stosowne. Mamy czas po 3 minuty! Do roboty! - zarządziła, na co ja z szmaragdookim pokiwaliśmy twierdząco głowami. Każdy poszedł w swoją stronę. Idąc w stronę piw, prawą ręką wyjąłem z kieszeni kartkę. Był na niej tekst jakieś piosenki, którą Kas mi przesłał na messie (messengerze). Debil wysłał mi ją tuż przed wyjściem i kazał wydrukować. Potem w trakcie drogi do Harci, napisał żebym się jej nauczył. Mam na to jeszcze 7 godzin. Tak przynajmniej napisał jakąś godzinę temu. Ech... Kiedy ja się tego nauczę? Przestałem gadać do siebie w myślach, kiedy skapnąłem się, że minąłem ten dział i jestem jakieś 3 dalej. Stanąłem na środku trochę blokując drogę innym klientom. Wsadziłem kartkę z powrotem do kieszeni bluzy i zawróciłem.
Chodziłem w tę i z powrotem już od jakiś 2 minut. W międzyczasie zdążyłem przenieść 17 razy po 5 piw. Szybko jak na mnie! Szedłem w kierunku naszego wózka sklepowego, by dostarczyć następną porcję piwa. Ostrożnie je odłożyłem na inne piwa. Powoli zaczynało nam brakować na to wszystko miejsca, bo reszta ekipy też całkiem nieźle radziła sobie z przenoszeniem. Do wózka podszedł Wojtek z następną porcją wódki.
- Stary, jak na to patrzę, to myślę, że wystarczy już wódki i wina. W końcu na takich imprezach zwykle pije się piwo.
- No, racja. - poczekaliśmy chwilę, aż dołączyła do na Harcia. Trzymała w obu dłoniach po jednym winie. Odłożyła je do wózka i popatrzyła na nas.
- Czemu stanęliście? Jeszcze pół minuty do minięcia tamtych 3. - oznajmiła patrząc na wózek. Jakby coś analizując. - Potrzeba jeszcze trochę piwa. W końcu to będą wszystkie klasy 2. A na dodatek Kas zaprosił jeszcze ich znajomych! Wojtek, pójdziesz po dodatkowy wózek?
- Jasne! - uśmiechnął się szczerze.
- Super! My będziemy razem z tym wózkiem w dziale z piwami! Jak przyjedziesz to dołącz do nas! - i już go nie było. Dziewczyna postawiła swoje małe rączki na ramieniu wózka i zaczęła pchać, ale... coś jej nie szło. Było to dla niej za ciężkie. Ściągnąłem jej dłonie z wózka i sam się zabrałem za pchanie tego metalowego ustrojstwa. Harugoran ruszyła przodem entuzjastycznie podskakując z jednej nogi na drugą. Inni klienci patrzyli się na nas z niedowierzaniem. Nie dziwię się. Rzadko kiedy widzi się chłopaka pchającego przed sobą cały wózek z wódą, winem i browarem. Stanęliśmy obok działu z piwem, który trochę opróżniał przez naszą "małą" wyprawę do okolicznego sklepu spożywczego. Dziewczyna stanęła oparta o wózek, patrzyła się przed siebie. Czyli na dział z whisky. Aha. Nagle do głowy przyszła mi jedna myśl...
- Harcia? - odwróciła głowę w moją stronę. - Masz ze sobą na tyle hajsu, by za to wszystko zapłacić?
- Myślę, że 3 tysie starczą. - stwierdziła z miłym uśmiechem opierając dłoń na podbródku.
- Heh. Chyba powinno.- zaśmiałem się. Poczekaliśmy na Wojtka jeszcze chwilę rozmawiając. Zaczęliśmy się o niego już trochę martwić. Nie ma go od 20 minut... Nasza decyzja była jednogłośna. Poszliśmy szukać Wojtka.

*jakiś czas później*

Szukaliśmy już wszędzie! W dziale ze słodyczami, napojami dla dzieci, karmą dla zwierząt, ubraniami, zabawkami, jogurtami i kolorowankami. Nawet dokładniej przeszukaliśmy dział z alko! A jego jak nie było, tak nie ma! Zaraz mnie kurwica trafi! Gdzie on jest do jasnej cholery?! Zresztą, nie tylko ja jestem na krańcu wytrzymałości. Harcia już od jakiegoś czasu mówi jak gość ją wkurwił swoją nieodpowiedzialnością.

*jeszcze jakiś czas później*

Nam obojgu już się kończy paliwo w nogach. A ja jeszcze pcham ten wózek! To jest tak cholernie ciężkie!
- Stop! - zawyłem stając w miejscu. Harcia również przystanęła.
- Co się stało? - spytała zmęczona
- Mam tego dość! - powiedziałem rozpaczliwie i opadłem na zimne kafelki sklepowe. Ludzie znowu zaczęli się na mnie gapić.
- Przepraszam! Mogę jakoś pomóc? - spytał jakiś staruszek podchodząc do Harci, lecz nadal patrząc na mnie.
- Em, nie dziękuję. - powiedziała i uśmiechnęła się do faceta, jakby dla zapewnienia swoich słów.
- To dlaczego ten młody mężczyzna tutaj leży? - spytał marszcząc swoje gęste, siwe brwi.
- Ech, on... - zawahała się - ... jest chory na głowę i zapomniał zażyć swoich tabletek!
No myślałem, że zaraz ją tam zabije! Mimo, iż mi się podoba, to jednak mogła wymyślić coś bardziej... co dodałoby mi na plus u tego dziadka. No, nie wiem... raczej coś typu... em... np. że kładę się na ZIMNYCH kafelkach obok działu z mięsem, w ramach protestu przeciw zabijaniu morświnów! No, właśnie! Ale NIE! Lepiej wymyślić coś, by ludzie uznali mnie za wariata... Chociaż, jak się zastanowić, to jednak ta druga opcja też najlepsza nie była. Staruszek zamienił jeszcze kilka zdań z Harcią, o tym ile dzisiejszej młodzieży jest nienormalna i jak się cieszy, że z pośród tych milionów, trafił na taką jedną miłą i normalną! Dziadek odszedł, a ja wstałem i już chciałem powiedzieć jej co myślę o tym co powiedziała, ale ona mi  w tym przeszkodziła.

[PERSPEKTYWA HARUGORAN]

- Ej, patrz! - zawołałam pokazując palcem wskazującym za chłopaka. - To Wojtek!
Zawołałam i odbiegłam jak poparzona. Dla wyjaśnienia, to nie był sposób na ucieczkę... no może troszkę, ale Wojtek naprawdę stał tam gdzie wskazałam. Byłam już prawie koło niego, (stał przy wózkach) kiedy zobaczyłam, że nie jest sam. Stał tam i rozmawiał z...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
C.D.N
Trochę dłuższy za brak poprzednich rozdziałów w tamtym tygodniu.
Przepraszam i baji~

P.S. Jest ktoś chętny, by pouczyć się za mnie histy?