- Sorry za tego debila...
- Przecież to twoj brat!
- Wolałbym nie...
- Ech, więc gdzie się spotkamy?
- Mógłbym po ciebie przyjść w parku o 17:45. Może być?
- Okej, do później!
- Do później!
Rozłączyłam się. Czas który spędziłam w oczekiwaniu na przyjście wyczekiwanej godziny upłynął mi wyjatkowo dobrze. Zrobiłam sobie kakałko, a potem zeszłam do sali z instrumentami i ćwiczyłam grę na skrzypcach. Oczywiście nie ominęło się bez pęknięcia struny. Najlepiej jednak idzie mi gra na pianinie i perkusji. 17:30. Najwyzsza pora na dopicie kakałka i wyjście do parku. Wzięłam kubek stojacy na pianinie do ręki i wypiłam pozostałą zawartość. Blee, zimne! Po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. Poszłam ubrać kurtkę. Zimową. W końcu... już prawie grudzień. Ubrałam jeszcze wysokie, czarne kozaki i wyszłam na dwór. W połowie drogi do parku zaczął padać śnieg. Wyjatkowo szybko, ale po chwili zmienił się w powolny. Wyglądało to magicznie. Nagle poczułam uderzenie w plecy. Odwróciłam się. To był Armin, który rzucił we mnie śnieżka i już lepił kolejną. Rzucił, ale tym razem zrobiłam unik. Tak zaczęła się ta bitwa... którą oczywiście przegrałam... Rzucił się na mnie z dzikim śmiechem i wytarł twarz śniegiem.
- Debilu! Przez ciebie będę chora!
- Ale nie będziesz musiała chodzić do szkoły - powiedział i wstał ze mnie. Był naprawdę ciężki. Pomógł mi wstać poprzez wyciągnięcie ręki. Cała się trzęsłam.
- Zimno ci? - spytał. Nie kurwa! Tak się tylko trzęsę do rytmu twojej smażącej się w piekle duszy. Wiesz?! Mimo rzeczy, które myślałam to powiedziałam tylko cicho;
- Tak...
Chłopak odrazu nałożył mi na głowę swoją czapkę, a potem swój szalik. W ogole nie wiem skąd tyle tego śniegu! Padał może z 20 minut! Jprdl!
- Niestety rękawiczek nie mam, ale mogę ogrzać twoje ręce w inny sposób - powiedział i złapał moje ręce w uścisku, a następnie przybliżył do swojej twarzy i pochuchał swoim ciepłym oddechem. Zaczerwieniłam się. Było to naprawdę urocze ze strony chłopaka. Reszte drogi przeszliśmy w ciszy. Chłopak cały czas trzymał mnie za ręke wmawiając mi że to po to by mnie nagżac. W pewnym sensie miał racje. Całą drogę chodziłam czerwona jak buraczek. Po drodze jakby minęła mi blon czupryna Wojtka, ale to chyba omamy spowodowane zimnem. Doszliśmy pod dom czarnowłosego. Był całkiem sporych rozmiarów, dwupiętrowy. Nagle usłyszeliśmy krzyki.
- Ej zakochańcy! Wejdzcie do domu, bo pozamarzacie! - rozejżałam się dookoła aż mój wzrok napotkał machającego w naszą stronę Alexego. Głupek wyszedł na balkon w taki mróz. A może nie było tak zimno tylko dalej miałam tą traumę po pamiętnej bitwie. Będę chora! Będę chora! Yey! Jak się kurwa cieszę! Weszliśmy do domu bliźniaków. Odrazu przywitała mnie przyjazna atmosfera. Kominek w salonie wydawał przyjemne trzaski drewna, a w radiu leciały świąteczne piosenki. Ludzie! Jest kurwa listopad! Przez pewien czas patrzyłam się intesywnie w kominek. Nagle udeżyły mnie wspomnienia. Wspomnienia z Zackiem. Jak razem czytaliśmy książkę przy kominku. Jak razem piekliśmy pierniczki obrzucając się mąką. Jak razem piliśmy kakałko śmiejąc się przy jakieś dobrej komedii. Jak razem graliśmy na instrumentach. Jak razem lepiliśmy bałwanka, którego nazwaliśmy Stewwie. Jak jeżdząc tranwajem z braku miejsc siadałam mu na kolanach. Jak chodziliśmy po centrum handlowym kupując świąteczne ozdoby. Te wszystkie wspomnienia były niby przepełnione radością, ale jednak... Tak strasznie za nim tęsknie. Ja naprawdę go kochałam, a on potraktował mnie przedmiotowo. Zdradził mnie z moją przyjaciółką! Mam nadzieję, że już nigdy nie pokaże się w moim życiu! Otrząsnęłam się ze wspomnień i podałam Arminowi kurtkę, by ten później mógł ją zawiesić. Zdjęłam buty i swoimi fioletowymi skarpetkami sunełam z przedpokoju do salonu. Na moje nieszczęście podłoga w pomieszczeniu była tak wypastowana, że wystarczył mój jeden źle zdecydowany ruch by się wyjebać. Oczywiście jak nie inaczej, zrobić to musiałam. Bo nie byłabym sobą! Japierdolę! Upadłam na dupę, ale upadek nie był najgorszy, bo stojący za mną Armin również odniósł ból, ale on jednak większy. Podniosłam się na łokciach. Odrazu usłyszałam cichy syk chłopaka. Odwróciłam się w jego stronę. Okazało się, że miałam prawy lokieć... na jego kroczu.
Nutki ;'D
17 grudnia 2016
Rozdział 20~
16 grudnia 2016
Rozdział 19~
- Gdzie masz klucze?
No nie mogę! Już prawie usnęłam to następny przylezie! Z zamkniętymi oczami wyjełam klucze z przedniej kieszeni rurek i podałam... w sumie, to nie wiem komu. Usłyszałam brzdęk i hałas zardzewiałej bramy. Wbiegli do środka i pędzili przez cały ogród. Nigdy nie widziałam większego zaangażowania. No... albo słyszałam. A właściwie to czułam. Czułam ostry podmuch wiatru i szybko uderzające serce maniaka gier. Nim otworzyłam oczy już leżałam na kanapie w salonie. Jak juz sie tyle natrudzili to mogli przy okazji zanieść mnie do pokoju! Mojego łózia? Nie?! Po chwili do pokoju wpadł Kastiel ze spirytusem, wacikami i plastrami. Zaczął mnie opatrywać tak jak ja kiedyś Lysa. Armin gdzies zniknął. Kastiel skończył robić to co miał zrobić z MOJĄ stopą. (Bez skojarzeń!) Spowrotem założyłam moją fioletową skarpetkę i wstałam z kanapy.
- Dziękuję - powiedziałam i na koniec dodalam taki typowy uroczy uśmiech. Chłopak go odwzajemnił. Nagle usłyszeliśmy czyjś przniosły jęk. Głośny jęk. Doszlismy do jego źródła. Były to drzwi prowadzące do łazienki. Kastiel z obawą nacisnął klamkę, a naszym oczom ukazał się Armin. O dziwo był sam. Do naszych nozdży doszedł nieprzyjemny zapach. Co ja mówię?! To był okropny fetor! Spojrzeliśmy pytajaco na Armina.
- No nie moja wina, że mama kazała mi zjeść fasolkę! Powiedziała, że jem za malo warzyw i to było jedyne co zapakowala mi na śniadanie. Też byście tak postąpili! - tlumaczył się a Kastiel pokrecił głową jako zaprzeczenie do jego ostatniego zdania.
- Stary, wolałbym chodzić głodny, niż zaśmierdzić cały dom dziewczynie, która ci się...- urwał i zrobił się blady. Co? Nie rozumiem. Armin strzelił sobie porządnego facepalma. Wyglądało to dosyć komicznie. Nagle przypomniało mi się.
- A co z Lysem? - spytalam z obawą w głosie.
- Od razu po tym jak go uderzyłaś odbiegł klnąc pod nosem... oczywiście na siebie - dodał Armiś widząc mój strach - A! I chciałem ci jeszcze przypomnieć o naszym dzisiejszym spotkaniu!
- Jakim spotkaniu? - spytał podejżliwie Kas.
- A takim naszym wieczorku gier - oznajmił czarnowlosy.
- Faktycznie! Zapomniałam! - tym razem to ja strzeliłam sobie mocnego facepalma. Szybko wyprosiłam chłopców. Z domu. Pobiegłam do pokoju by znaleźć jakieś ciuchy. Więc wieczor gier, tak? Wzięłam leginsy galaxy, granatową koszulkę, brazową koszulę i naszyjnik z nayan catem. Włosy spięłam w wysokiego koka. Na głowę założyłam zieloną opaskę, a na ręce pare wiszących bransoletek. Była godzina 16:37. Spotkanie jest o 18. No i po gówno tak sie śpieszyłam! Zadzwoniłam do Amina. Ale odpowiedziala mi jego sekretarka.
- Jeżeli nie odbieram to znaczy, że albo jestem na evencie, gram w grę lub mam cię w dupie. Opcjonalnie to ostatnie, więc nie dzwoń do mnie jak nie mam czasu!
On jest pojebany! Spodziewałabym się czegoś takiego po Kasie ale Armisiu?! Zadzwoniłam do Alexego.
- No co tam? - spytał jak zwykle entuzjastycznyczym tonem.
- Alexy, jest gdzieś obok ciebie Armin?
- No jest. Gra w GTA, więc lepiej mu nie przeszkadzać. A to coś pilnego?
- Tak!
- Jeżeli tak to myślę, że się nie zezłości - potem usłyszałam jak chłopak przemieszcza się po schodach i otwiera drzwi do jakiegoś pokoju, a potem słychać było krzyki.
- Czemu mi wyłączyłeś ?! Do jasnej cholery! Mówić do ciebie i dalej nic nie ogarniasz!
- Ale to Harcia dzwoni - zapanowała chwila ciszy.
- Dawaj to! - krzyknął Armin
- Jeśli mnie przeprosisz!
- Nigdy! Spieprzaj!
- To nie dostaniesz mego telefoniku. Ciekowe co Harcia sobie pomyśli. Hmm?
- No dobra... sorry - powiedział cicho. Musiał być naprawdę zdesperowany.
- I widzisz! Bolało?
- Patrzenie jak mój brat robi z siebie jeszcze większego debila, niż jest? Owszem, bolało - potem usłyszałam trzask drzwi, a w słuchawce rozbrzmiał głos starszego bliźniaka.
- Sorry za tego debila...
10 grudnia 2016
Rozdział 18~
Obok Demona przypięgo na smyczy stał Armin. Ubrany był w czarną, cienką kurtkę, szare kozaki, brązowe spodnie i szarą czapkę naciągniętą na tył głowy. Miał zmarszczone brwi i ogólnie nie za miły wyraz twarzy.
- Co wy tu robicie? - zadał pytanie
- Psa szukamy! - powiediał zirytowany Kastiel i podszedł do Armina by po chwili wyrwać mu smycz. Odwrócił się od niego i z głową do góry niczym naboczona dziewczynka wrócił do mnie. Czerwony miał nadymane policzki. Oczywiste było iż nabijał się z chłopaka.
- Ale wcześniej. Co robiliście? Przecież nie spotkaliście się przypadkowo! - powiedział oburzony. Nagle zza drzewa wydobył się cień. Ludzki cień.
- Też chciałbym to wiedzieć... Gdyby nie ja doszłoby do naruszenia twojej przestrzeni prywatnej... - powiedział właściciel cienia. Zza drzewa wyłoniła się postać Lysandra. Miał założone ręce na pierś, a patrzył na nas surowym wzrokiem. Armin w ogóle nie zdziwił się jego obecnością. To tak jakby już wcześniej o sobie wiedzieli. W sensie... już wcześniej wiedzieli o swojej obecności.
- No, wpadliśmy na siebie w parku! To miasto nie jest aż takie duże, a jest tu tylko jeden teren zielony! Poza tym, czemu ja wam się tłumaczę?! To nasza sprawa! - wrzeszczałam na nich, a ci dalej mieli kamienne twarze. Nagle Kastiel położył mi ręke na ramieniu w akcie dodania otuchy i wsparcia. Spojrzałam na niego z wdzięcznością, na co się lekko uśmiechnął, ale nie cwanie, łobuzersko czy zadziornie jak to ma w swoim stylu. To był szczery uśmiech. Lekki ale prawdziwy. Nie zwracając uwagi na tamtych arogantów chwyciłam Kasa za ręke i pociągnęłam za sobą. Ten zdziwiony ciągnął za sobą jeszcze Demona. Musiało to wyglądać dosyć śmiesznie. Mała dziewczynka ciągnie za sobą wysokiego chłopaka i jeszcze dużego psa. Tamci szybko nas dogonili. Armin odciągnął Kastiela odemnie, a Lys złapał (mnie) za ramiona i potrząsnął.
- Co ty odkurwiasz?! - wszasnęliśmy całą trójką. (Kas do Lysa, Lys do mnie i ja do Lysa (Armin stał i się gapił xD))
- Czemu złapałaś go za ręke?!
- Zabronisz mi?! - krzyknęłam i na złość tym debilą złapałam Kasa za ręke. Ten odepchnął od siebie Armina i się wyprostował.
- Tak zabronie! - powiedział i odepchnął Kasa. Znowu. Tym razem upadł na trawę.
- Stary, co się z tobą dzieję?! Najpierw w szkole, teraz tutaj! O co ci chodzi?! - krzyknął wściekły Kastiel
- O nią mi chodzi!
- Ogarnij się Lys! -wrzasnęłam
- To ty się ogarnij! Zachowujesz się w stosunku do tego pedofila jakgdyby nigdy nic! A przecież to on prawię cię zgwałcił! Może jeszcze się z nim prześpij! - to był potok słów, które bardzo bolały. Po skończonym wszasku do chłopaka chyba dotarło co powiedział. Kastiel był w takim samym szoku co Armin, Lys i ja.
- Harcia, ja... - nie dokończył, bo uderzyłam go w twarz z liścia. Łzy same leciały z moich oczu. Szybko pobiegłam. Nie obchodziło mnie gdzie. Nie obchodziło mnie, że się zgubię, że nie znałam tego miasta. Miałam na to wszystko wyjebane! Chciałam się tylko gdzieś zaszyć i... zniknąć. Czemu nie mogę mieć normalnego życia?! Zatrzymałam się przed jezdnią. W oddali słyszałam krzyki Kastiela i Armina. Szybko pokonałam drogę i zaczęłam się wspinać na najbliższy budynek. Byle tylko uciec. Wdrapałam się na okropnie wysoki wieżowiec lub biurowiec. Mimo iż nie miałam zbytnich warunków do wspinania, ale żebym mogła w ogóle zacząć się wdrapywać musiałam mieć płaskią powierzchnię stopy. Nie trudno się domyślić co zrobiłam. Zjełam buty i je zwyczajnie w świecie porzuciłam. Na chodniku. Wspinałam się boso po wieżowcu przez jakieś 7 minut. Muszę przyznać, że dawno tego nie robiłam. Po dotarciu na szczyt odrazu podbiegłam do ściany, dzięki której można było dostać się na dach. Oczywiście obok znajdowały się drzwi. Oparłam się o nią i zjechałam po niej podpierając się ścianą. Nogi miałam rozłożone dosyć szeroko. Patrzyłam się na swoje stopy przez jakieś 2 minuty i płakałam. A raczej cicho szlochałam. Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział Lys. Jak on tak może. Przynajmniej teraz wiem, że nie mogę mieć w nim oparcia i wątpie czy kiedykolwiek będę mogła spojrzec na niego jak na przyjaciela. Nagle usłyszałam głośne i szybkie tupanie zza drzwi. Szybko wstałam i przeszłam na drugą stronę ściany. Nie chciałam zostać zauważona. Ale jak to ja, zawsze gdy jestem w pobliżu musi się coś pieprzyć! W trakcie mojej "przechadzki" MUSIAŁAM stanąć na potłuczonym szkle. Głośno syknęłam i złapałam się za bolącą stopę. Sprawdziłam jej spód. Była nieźle zakrwawiona, a kawałwek szkła dalej tkwił w nodze. Usiadłam na betonie. Niech mnie złapią. Mam to gdzieś. Na dach weszli zdyszani Armin i Kastiel.
- Wiedziałem, że kiedyś zlekceważysz NAWET MÓJ autorytet! - powiedział Kastiel z szczwanym uśmiechem. Uśmiech sztuczny, a spojrzenie prawdziwe. Smutne i zawiedzenie. Pewnie przez Lysa. Jak on mógł nazwać swojego przyjaciela pedofilem?! Mimo zaistniałej sytuacji i tak nie byłabym sobą gdybym czegoś nie powiedziała.
- Nie da się zlekceważyć czegoś co nie istnieje... - powiedziałam cicho patrząc się w beton przed sobą. Chłopcy się zaśmiali, ale zaraz potem na ich twarzach pojawiło się zmartwienie, obawa i strach.
- Harcia, ty krwawisz! - powiedział przerażony Armin.
9 grudnia 2016
Rozdział 17~
Zadzwonił dzwonek. Następna lekcja? Geografia. Luzik. Mam ją w jednym palcu. Dokładnie w tym, który znajduję się w dupie. Poszliśmy cała klasą w oddalonych od siebie o kilka metrów grupkach. Mnie otoczyli wszyscy naraz i zaczęli zasypywać pytaniami, ale nie chciałam na nie odpowiadać, więc schyliłam się i zatrzymałam w miejscu kiedy tamci dalej szli nie zauważając mego braku obecności. Dalej się wykłócali kto ma racje, bo niektórzy twierdzili ze pytania innych są tak banalne, że nie opłaca się ich zadawać i sami na nie odpowiadali, na co tamci odpowiadali ze na pewno nie. I tak dalej. Masakra. Szłam w niezłym oddaleniu od reszty klasy kiedy ktoś tyknął mnie w ramie. Odwróciłam się. Przede mną stała ta fioletowłosa dziewczyna. Jak jej tam...? Em... O! Violetta!
- Hej, stało się coś? - spytałam
- N-nie. Tylko chciałam cię bliżej poznać. Wyglądasz na miłą osobę - powiedziała patrząc w podłogę.
- Też cię chętnie poznam Violu - powiedziałam entuzjastycznie
- Jakie masz hobby? - spytałyśmy równocześnie. Cicho się zaśmiałyśmy.
- Ja rysuję - i znowu to zgranie. No nieźle.
- Jaki masz styl? - spytałam
- Kocham malować. Płótno razem z farbami, pędzlami i sztalugą mam w szafce i codziennie na długiej przerwie przychodzę do ogrodu by domalować coś do mojego obrazu.
- Aż takie duże są te szafki, że sztaluga się mieści? - spytałam nie dowierzając. Bądź co bądź dalej nie widziałam swojej.
- Oczywiście. Nie takie rzeczy uczniowie tam mieszczą- powiedziała z łagodnym uśmiechem. Mi mimowolnie wyobraził się Kastiel, który wyciąga ze swojej szafki motocykl. To by było coś! Udałyśmy się pod klasę.
- Mogę siedzieć z tobą? - spytałam
- Pewnie. To jedyna lekcja, na której siedzę sama, wiec chętnie! - przyszedł nauczyciel geografii (wicedyrektor). Siedziałyśmy w trzeciej ławce pod oknem. Przed nami była Mela z Natanielem, a za nami Kastiel z Arminem. Odwróciłam się i przywitałam.
- Siemka - uśmiechnęłam się
- Hej Harcia - powiedział Armin chowając konsolę do kieszeni.
- Cześć, widzieliśmy się już dzisiaj - powiedział Kastiel. Jakiś naburmuszony.
- I jak tam po wczoraj? - spytał bliźniak. Miałam odpowiedzieć że "w miarę dobrze", ale nagle krzesło, na którym się huśtałam przeleciało z powrotem do mojej ławki a przed naszą ławką huknął dziennik. Nade mną stał zdenerwowany nauczyciel. Cała klasa była zwrócona w moją stronę. Czułam się strasznie głupio. Reszta lekcji minęła w spokoju. Co prawda gadałam z Violą, Arminem i Kastielem , ale uważaliśmy by nie zostać przyłapanymi. Szybko wyszliśmy z klasy. Do końca zostały jeszcze 2 lekcję. Historia i fizyka. Nigdy nie byłam dobra z historii. Ech. Usiadłam na niej z Melą, a na fizyce z Williamem. Spoko chłopak. Po dwóch godzinach wszyscy rozeszli się w swoje strony. Wróciłam do domu. Znowu nikogo nie było. Postanowiłam przejść się po parku. Założyłam wysokie koturny, rurki i przewiewną bluzkę. Przez całą drogę myślałam o dzisiejszym dniu. Czemu Nat, miał taką minę? Czy on ma jakieś problemy? A może to coś związanego ze mną lub Melą? Nie wiem. Nagle wpadłam na kogoś a siła grawitacji zaczęła dawać o sobie znać. Już miałam mieć bliskie spotkanie z podłożem kiedy czyjaś ręka oplotła mnie w talii i takim sposobem... wiszę 6 cm nad chodnikiem.


2 grudnia 2016
Rozdział 16~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[PERSPEKTYWA HARUGORAN]
Po około 15 minutach Nataniel wreszcie się ocknął! Dłużej nie mogłeś?! Chłopak już z pozycji leżącej miał przejść w pozycję siedzącą, ale przypomniałam sobie, że dzisiaj czwartek! Puściłam jego głowę i podbiegłam do budzika. Musimy iść do szkoły! Która godzina?! 10:27! No... dobra. Pójdziemy na 4 lekcję! Ech. Spojrzałam na chłopaka. Leżał tak jak wcześniej tylko, że masował sobie obolałą głowę.
- Sorry - powiedziałam i otworzyłam szafę by wybrać sobie jakieś ciuchy. Oficjalnie wybrałam miętową koszulę, granatowe rurki, skórzane, sznurowane buty na koturnie i czerwony szalik.

Przebrałam się w łazience i lekko pomalowałam. Włosy miałam spięte w wysokiego koka. Umyłam zęby i zbiegłam na dół. Tam zastałam wszystkich chłopaków (Paul, Jack, Nataniel, Lysander i Kastiel). Jedli kanapki na sofie w salonie. Byli we wczorajszych strojach. Spojrzałam na zegarek na mojej lewej ręce. 10:32! Szybko się wyrobiłam. Dzwonek jest o 11:15, więc mam na tyle czasu by zjeść śniadanie. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z serem. Kocham! Weszłam do salonu. Od razu usłyszałam głośny gwizd.
- No, no! Ślicznie... - powiedział Kastiel uśmiechnięty niczym pedofil.
- Dziękuję - powiedziałam zawstydzona i się uśmiechnęłam.

- Ej, nie zawstydzaj mi jej - powiedział uśmiechnięty Jack patrząc na swoją kanapkę z miłością w oczach. Lysander uśmiechnął się do mnie szeroko i zaczął jeść swoją kanapkę. Kiedy oni wszyscy wstali?! Pogadaliśmy chwilę i wyszliśmy do szkoły we czwórkę. Niestety Paul oznajmił, że jedzie w sobotę do siebie. Całą drogę wesoło ze sobą rozmawialiśmy.
- Ej, a właściwie to... poznałaś już kogoś z klasy poza nami? - spytał Kastiel
- Eee, tak. Parę osób - powiedziałam po zastanowieniu - bliźniaków, Wojtka - kiedy wypowiadałam to imię, Lysander zrobił kwaśną minę - Patricię - teraz zrobił ją Nataniel - i Olivię - a tym razem Kastiel
- Tylko tyle? A Melania, lub Ken? Widziałem jak się przytulaliście - oznajmił Nataniel
- Znałam ich już wcześniej - to był koniec naszej pogawędki, bo już doszliśmy do szkoły i każdy się udał w swoja stronę, a przynajmniej miałam taki zamiar. Ktoś pociągnął mnie z obu stron ramion i podniósł do góry. Ludzie ja latam! Były to dwie osoby. Nagle rozległ się głośny okrzyk.
- Z drogi śledzie! Armin, Alexy i Harcia jedzie! - krzyknęli razem. Wszyscy patrzyli na to rozbawieni, tylko ta blondyna z przyjaciółkami spoglądały na to z niesmakiem. Wbiegliśmy do sali biologicznej.
- Po co mnie tu...? - nie dokończyłam, bo Armin obrócił mnie w stronę biurka. Była tam cała klasa. No...może prócz Nata, Lysa, Kasa, Kena, blondynki, azjatki i szatynki. Wszyscy dosłownie się na mnie rzucili i zaczęli się przedstawiać.
- Siemanko! Jestem Rozalinda!!! - wrzasnęła podekscytowana białowłosa
- Em, chyba Rozalia! - powiedział przygnieciony do ziemi Armin i tarzający się obok ze śmiechu Alexy.
- Stul ryj! - warknęła na niego, na co ten prychnął i zaczął się otrząsać po "traumie", w której trackie leżał na ziemi!
- Hejcia, jestem Violetta - powiedziała cicho fioletowłosa. To chyba "ta" Violcia, o której wspominał Alexy podczas naszego pierwszego spotkania w galerii. Zgadzam się z nim. Faktycznie jest urocza. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie co odwzajemniła. Nagle Alexy podbiegł do niej i objął ją ramieniem mówiąc "To ta Violcia!" No, nie! Przed chwilą o tym myślałam!
- To nasza Kimcia! - przedstawił czarnoskórą dziewczynę
- Wiesz, że umiem mówić?! - warknęła zirytowana, na co tamten się szeroko usmiechnął
- Tak więc, Kim jestem - powiedziała uśmiechając się łobuzersko i zdjęła swoją czapkę (beret jak wolicie xD) wymachując nią na wszelkie możliwe strony.
- Klementyna jestem - powiedziała niska dziewczyna uśmiechając się życzliwie. Czułam, że ją polubię. Instynkt...
- Siema! Tu Olivia! Pamiętasz nowa? - spytała czarnowłosa uśmiechając się zawadiacko
- Pewnie!
- A ja? - spytała przepychająca się przez tłum Patricia
- Ciebie też! - powiedziałam rozbawiona. Potem przedstawiły się jeszcze Sophie, Briggit, Poppy, Nicole, Kate i Ann. Potem przyszła pora na chłopaków (w sensie... no xD). Poznałam Williama, Eliota, Luisa, Davida, Micheala, Chrisa, Richarda i Wojtka, którego mimo iż już poznałam to udawał, ze mnie nie zna. Egoistyczny burak!
- Ja to Melania, może mnie pamiętasz! - powiedziała sarkastycznie Mela stojąc z rękami założonymi na piersi i podpierając się jedną nogą ściany.
- Pewnie, że tak! - powiedziałam tuląc przyjaciółkę. Nagle do sali wszedł Nat. Miał przerażenie w oczach, kiedy zobaczył mnie i Mele. Czemu?
[PERSPEKTYWA NATANIELA]
No nie! Znowu muszę szukać Kasa! Przed chwilą wpadła na mnie nauczycielka fizyki pani Smalec (xD) i kazała mi przekazać informację, ze jest on jej winny zaległą prace domową! Będę łaził jak głupi i szukał tego imbecyla! W ogóle, zauważyłem, że ostatnio znacznie zbliżył się do Harci. Nigdy nie byłem tak zazdrosny o nikogo. Nawet o moją byłą, Patricię czy o moją pierwszą prawdziwą miłość Melę. Wszedłem do sali biologicznej z nadzieją, że spotkam tam Kastiela. Normalnie zacząłbym od dachu lub dziedzińca, ale włączył mi się instynkt i kazał się udać do biologicznej. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie doszczętnie. Melania i Harcia się przytulały! Niby nic, ale jest mały problem.
<Malusieńka retrospekcja>
Kiedy wyznawałem swoje uczucia Melani *co było jakiś rok temu* ta nagle mi przerwała wychodząc z pokoju gospodarzy. Wybiegłem wtedy za nią. Znalazłem ja w klubie ogrodników. Płakała.
- Nie... nie - mówiła do siebie szlochając cicho
- Mela, o co chodzi? - spytałem przybity
- Tak strasznie cie przepraszam! - powiedziała zapłakanym głosem i się do mnie przytuliła. Normalnie byłbym szczęśliwy, gdyby nie fakt iż była załamana. Odwzajemniłem uścisk i spytałem
- Ale czemu miałabyś mnie przepraszać?
- Nie chcę cię ranić. Niestety ja nie czuję tego do ciebie co ty do mnie - i w tym momencie cały świat mi się zawalił. Jakby coś ze mnie uleciało.
- Ale... - czułem narastająca gulę w gardle przez którą nie mogłem się wysłowić - ... może dasz mi szanse? Może z czasem poczujesz coś do mnie - nie dawałem za wygraną, a po chwili poczułem łzy w oczach.
- Nie Natanielu - powiedziała stanowczo
- Ale co ci szkodzi chociaż spróbować?
- Bo to nie jest możliwe bym kiedykolwiek odwzajemniła twoje uczucia - odepchnęła mnie od siebie i wybiegła z ogrodu. Pobiegłem za nią. Złapałem ja za ramię na końcu korytarza. Było dosyć dużo osób, ale nie przeszkadzało mi to, że mogą wszystko usłyszeć. Co mnie to?!
- Daj mi szansę! - powiedziałem dosyć głośno zapłakanym głosem.
- Nie!
- Proszę! - wykrzyczałem jej w twarz
- Natanielu, przestań! - również krzyknęła. Na korytarzu wokół nas zebrała się dosyć spora grupa uczniów, która obserwowała nasze zachowanie. Szeptali coś do siebie.
- Na co się gapicie?! - krzyknąłem
- Nat, proszę cię! Przestań to robić! - wykrzyczała Mela łamiącym głosem. W jej oczach zbierały się kolejne łzy.
- Zrób to dla mnie! Proszę! - szepnąłem błagalnie klękając na jedno kolano przed moją ukochaną.
- Nie mogę z tobą być - szepnęła
- Ale co ci to uniemożliwia? - spytałem, a tłum zaczynał coraz bardziej intensywnie patrzeć się na całą sytuację.
- To, że jestem lesbijką! Proszę bardzo! Nabijajcie się ze mnie! Możecie się mnie brzydzić! Mam do w dupie! - krzyczała dławiąc się własnymi łzami i wybiegła na dach. Na całym korytarzu zapanowała cisza. Nagle przerwał ją głośny wybuch śmiechu. Był to jeden głos. Bardzo wkurwiający głos, jeszcze bardziej wkurwiającego osobnika. Kastiela! Tarzał się po podłodze ze śmiechu. Już miałem mu wszystko wygarnąć. Wszystko co cały czas tkwiło we mnie! Ale nie chciałem się już bardziej pogrążać. Wybiegłem za dziewczyną. Siedziała na dachu z podkulonymi pod siebie nogami. Patrzyła gdzieś w dal. Makijaż miała cały rozmazany. Nagle otworzyła swoje usta i zaczęła śpiewać.
When the days are cold
And the cards all fold
And the saints we see
Are all made of gold
When your dreams all fail
And the ones we hail
Are the worst of all
And the blood's run stale
I wanna hide the truth
I wanna shelter you
But with the beast inside
There's nowhere we can hide
No matter what we breed
We still are made of greed
This is my kingdom come
This is my kingdom come
Tłumaczenie
Kiedy dni są zimne,
A wszystkie karty spasowane
A święci, których widzimy
Są zrobieni ze złota
Kiedy marzenia się rozpadają,
A ci, których czcimy są najgorsi ze wszystkich
I krew powoli stygnie
Chcę ukryć prawdę,
Chcę Cię ochronić
Ale z tą bestią w środku
Nie mamy gdzie się ukryć
Nieważne czym się dzielimy
wciąż jesteśmy stworzeni z chciwości
To jest moje królestwo
To jest moje królestwo
Dobrze znałem tę piosenkę. Nie zaśpiewała jej perfekcyjnie, no bo... co się oszukiwać! Nie miała najpiękniejszej barwy głosu. Skończyła śpiewać na ostatnim słowie "come" i już miała śpiewać refren, ale uniemożliwiłem jej to swoim głosem. Stanąłem bliżej drzwi i zacząłem śpiewać.
When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Tłumaczenie
Kiedy poczujesz moje ciepło
Spójrz w moje oczy
Tam kryją się moje demony
Tam kryją się moje demony
Nie podchodź zbyt blisko
W środku panuje mrok
Tam kryją się moje demony
Tam kryją się moje demony
Zdziwiona obróciła się i spojrzała na mnie dużymi załzawionymi oczami. Był w nich duży strach. Resztę piosenki śpiewaliśmy wspólnie. W trackie ostatniej zwrotki podszedłem do niej. Wstała nie przestawając śpiewać i dziwnie się na mnie popatrzyła. Chwyciłem ją za rękę i splotłem nasze palce. Ta wystraszona zrobiła parę kroków wstecz. Za każdym wersem cofała się coraz bardziej, aż przy dośpiewaniu ostatniego słowa "hide" usłyszałem jej krzyk. Zamarłem. Mela spadała z dachu. Szybko kucnąłem i chwyciłem ją za rękę. Cudem zdążyłem. Patrzyłem się na to wszystko bardzo wystraszony. Powoli jej ręka wyślizgiwała mi się, ale nie dawałem też rady jej wciągnąć. patrzyła na mnie zagubiona.
- Na dół! Nie dasz rady, a nie chcę byś przez mój strach coś sobie zrobił! - nie posłuchałem jej i dalej trzymałem. Wzywałem pomoc jeszcze jakieś pół minuty, ale nikt nie przychodził. Nagle jej ręka wyślizgnęła mi się, a dziewczyna zaczęła spadać. Szybko zdążyłem ją złapać, ale pociągnęła mnie za sobą. Dach znajduję się jakieś 25 metrów nad podłożem! Lecieliśmy już ułamek sekundy, a ja szybko przyciągnąłem ją do siebie i położyłem na moje plecy, przez co ona uniknie zderzenia z ziemią. Dzieliło mnie może 5 metrów od ziemi, kiedy ta krzyknęła.
- Pamiętaj, że co by się nie stało i tak będę z tobą! Zawsze! - krzyknęła zapłakanym głosem, a potem... potem urwał mi się kontakt z rzeczywistością. Obudziłem się w szpitalu, a obok mnie siedziała zapłakana Mela, a dalej stali moi rodzice i siostra. Podparłem się ramionami i podniosłem do siadu. Nagle po całym moim ciele przeszedł przerażający ból wraz z rozchodzącym się ciepłem. Zapłakana Melania, rzuciła się na mnie mocno tuląc.
- To moja wina! Przepraszam! - krzyczała szlochając. Odwzajemniłem uścisk i starałem się ją pocieszyć.

Rodzina patrzyła na nas ze smutkiem w oczach. Nagle podszedł do mnie ojciec.
- Synu... jestem z ciebie dumny. Ocaliłeś życie tej dziewczyny ryzykując je własnym. To... było naprawdę odważne. To właśnie jest ta słynna sztuka poświęcenia - powiedział z lekkim uśmiechem siadając na szpitalnym łóżku. Nie wieże! Ten, który zawsze uważał mnie za gorszego. Ten, który zawsze porównywał mnie do siostry. Ten, który był obrzydliwie wymagający i surowy, powiedział, że jest ze mnie dumny. Faktycznie zaryzykowałem życie... ale nie zrobiłbym tego dla byle kogo! Miałem bandaż zawiązany na około głowy i złamane nogi w ośmiu miejscach. Do tego skręconą rękę i mega bolące plecy. Mela wraz z rodziną codziennie do mnie przychodzili. parę razy odwiedził mnie Lysander i Wojtek. Wojtek powiadomił całą szkołę, o tym co się stało, przez co dostawałem wiele wiadomości z życzeniami powrotu do zdrowia. Wiadomość dotarła także do Kastiela. Podczas mojego pakowania w ostatnim dniu pobytu w szpitalu, do sali weszli Kastiel i Lysander. Lysander popchnął Kasa w moją stronę. Ten tu czego?!
-Stary, wiem że nie mamy najlepszych kontaktów przez to co się stało parę lat temu, ale w tej sytuacji... muszę ci pogratulować. Podziwiam cię... ale nie na długo! - pogroził mi palcem i się zaśmiałem. To był jedyny dzień, który spędziłem w towarzystwie Kastiela, przez który poczułem, że jednak dalej jest jakaś szansa na naprawienie naszej starej przyjaźni. Ale się myliłem. Bardzo. Już w pierwszy dzień powrotu do szkoły, nasze relacje zmieniły się na poprzednie. Wszystko wróciło do codzienności.
<Koniec retrospekcji>
Jestem zazdrosny o Harcie, przez to że Mela to homoseksualistka. Nie chciałbym by jakimś dziwnym trafem powtórzyło się to co rok temu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nudziło mi się więc... dodałam momenty z dzieciństwa naszych "męskich" bohaterów.
Oryginał jest na tumblerze.
Baj~
Nataniel

Kentin

Castiel

Armin

Alexy

Lysander